- Tak, Szanowny Hokage, to właśnie mówiliśmy. Co powinniśmy teraz zrobić? – Zapytał jeden z nich. Blond mężczyzna dokończył szybko swoje ramen, odłożył miskę na ladę, złożył na niej pałeczki i westchnął z zadowoleniem. Gdy w końcu odwrócił się całkiem w ich stronę miał poważny wyraz twarzy i nawet kawałek menmy z ramen w jego włosach tego nie zmienił. Dwoje jego podwładnych rozluźnili się jednak trochę na widok jego ludzkiej niedoskonałości, nawet jeśli była to tylko mała niechlujność. Pomachał ręką, jakby kogoś przywoływał i dwie sekundy później koło nich pojawił się członek ANBU, jego czarny płaszcz ukrywał jego włosy, ale jego biała maska szczura była aż nazbyt widoczna i dwoje chuninów wzdrygnęło się na szeroki uśmiech jaki ją zdobił. Zamaskowany ninja kucał na jednym kolanie, jedna ręka, palce zaciśnięte w pięść, podpierał się o ziemię, druga ręka była leniwie oparta o kolano.
- Czcigodny Hokage. – Zameldował się mężczyzna, sądząc po głosie i posturze. Kobieta towarzysząca Żółtemu Błyskowi oderwała się od swojego posiłku, patrząc przez ramie na przybysza i po chwili wróciła do jedzenia, dwaj mężczyźni, którzy znaleźli dziecko w w pobliżu Konohy od razu pomyśleli jak to kobiety są nieuważne i ignoranckie. Ta akurat młoda dziewczyna nie mogła być ninja. Choć niewiadome dla dwóch chuninów było to, że spod przymrużonych oczu trzymała bacznie obserwowała swoje otoczenie. Hokage kaszlnął w pięść, na nowo zdobywając uwagę.
- Przyślij Uchihę Fugaku do mojego gabinetu. – Rozkazał cicho.
- Rozkaz. – ANBU kiwnął głową i zniknął, pozostawiając dwóch chuninów w stanie szoku i podziwu. ANBU naprawdę byli elitą, nic dziwnego, że tylko najlepsi się tam dostawali.
Namikaze Minato odwrócił się w stronę kobiety, która przestała jeść, jakby wyczuwając, że ma coś do powiedzenia. Gdy mężczyzna był cicho przez kilkanaście sekund, zastukała palcami w ladę i popędziła go wzrokiem. On na to uśmiechnął się przepraszająco i nerwowo podrapał się w głowę – Widzisz, Kushina... –Zaczął niepewnie – Obowiązki wzywają. –Kiwnął głową w stronę wyjścia ze stoiska i rozczochrał swoje włosy.
- Pewnie. – Odparła kobieta, lekko wzruszając ramionami i ledwo powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem na widok dodatku do ramen w blond kosmykach. Minato wyłożył na ladę pieniądze.
- Teuchi-san! – Zawołał – Pieniądze za mnie i za Kushinę są na ladzie! Jest tam jeszcze trochę na kilka dokładek dla Kushiny i napiwek! – Czerwonowłosa uśmiechnęła się na to szeroko, kto by się nie cieszył na dodatkowe ramen?!
- Oczywiście! – Odkrzyknął z kuchni właściciel stoiska. Wychylił głowę żeby zobaczyć swoich gości i uśmiechnął się – To wielki zaszczyt gościć samego Hokage, zapraszamy ponownie! – Ukłonił się lekko.
- Do zobaczenia, Teuchi-san! Postaram się wpadać częściej! Niech pan dopilnuje żeby Kushina się nie zakrztusiła. – Dodał rozbawiony, zerkając na swoją dziewczynę, która tylko prychnęła i kontynuowała jeść – Do zobaczenia, Kushinka~! – Zaśpiewał jej do ucha, następnie cmoknął ją w policzek i uchylił się przed pięścią i pałeczkami, które zostały w niego rzucone. Mężczyzna złapał szybko małe dziecko z rąk zaskoczonego chunina i, używając swojej słynnej techniki, zniknął w żółtym błysku. Całe szczęście, bo nawet nie sekundę później w miejscu gdzie przed chwilą stał wbity był następny komplet drewnianych pałeczek.
- MINATO! TY GŁUPKU! – Wrzasnęła zażenowana i czerwona na twarzy dziewczyna, jej włosy unoszące się dookoła jej przerażającej formy. Cywile i shinobi zaczęli się powoli wycofywać.
- Apsik! – Blondyn kichnął niespodziewanie, zaraz po tym jak wylądował z chłopcem w rękach w swoim biurze – Kushinka musi o mnie rozmyślać. – Zaśmiał się do siebie cicho i usiadł w swoim wygodnym fotelu, niezdarnie trzymając dziecko przed sobą. Chłopiec rozglądał się po pomieszczeniu, a gdy jego wzrok spoczął na wielkiej górze papierów ustawionych na biurku jego usta drgnęły kilka razy, jakby do uśmiechu, ale zaraz po tym przestały. Minato przyglądał się temu uważnie – Opuścić biuro. – Rozkazał swoim ANBU, którzy zawsze dotrzymywali mu cichej kompanii w gabinecie. Elitarni shinobi zniknęli kilka sekund po wydaniu przez niego rozkazu, ale niebieskooki wciąż ich wyczuwał w pobliżu, dwóch przy drzwiach i trzech przy oknach.
- A bu, bu, bu~! – Zaczął gaworzyć przesłodzonym głosem. Gdy jedyne co otrzymał po kilku minutach próbowania przywołania uśmiechu do twarzy dziecka było niedowierzające spojrzenie, które dość mocno dało mu do zrozumienia, że chłopczyk myślał, że jest debilem, zaprzestał. Zadziwiająca była inteligencja małego bruneta, ale mimo tego, ten wciąż nic nie powiedział. Nie wydał z siebie nawet jednego dźwięku!
Namikaze nie pokazał tego przy stoisku, ale gdy został poinformowany przez dwóch shinobi, że znaleźli w lesie dziecko, prawdopodobnie Uchiha, zaczął się martwić. To, że malec naprawdę wyglądał jak członek klanu tylko pogarszało sytuację. Czarna czupryna i gładka, blada, porcelanowa cera były naprawdę Uchiha pierwszej klasy. Jego oczy były koloru ciemnego niebieskiego, prawie granatu. Uchiha mieli ciemne oczy, więc wpasowałby się idealnie. Następne było jego zachowanie, dziecko było nienaturalnie ciche, spokojne i w jego oczach można było dostrzec kalkulacyjny, zimny błysk. Minato nigdy nie widział małych Uchiha z bliska, ale dotychczas myślał, że są tak samo głośne jak każde normalne dzieci. Ten natomiast był nieruchomy, gdyby nie otwarte, ruszające się oczy i podnoszącą się i opadającą klatka piersiowa można by pomyśleć, że dziecko było martwe. To nie było normalne. Nie, takie zachowanie pasowało tylko do świadomych, wyszkolonych shinobi, albo nawet uczniów Akademii, ale nie małego dziecka. Dodać do tego to, jak intensywnie chłopiec patrzył na niego i Kushinę gdy ich zobaczył, jakby starając się zapamiętać każdy detal, jego oczy chłonęły ich wygląd, cechy, zachowanie. Gdy Teuchi-san zawitał granatowe oczy rozszerzyły się i rozjaśniły, a na twarzy po raz pierwszy zawitał jakiś cień uśmiechu, kąciki jego ust drgnęły wtedy lekko.
Różne sytuacje, scenariusze i prawdopodobieństwa przeleciały przez jego głowę. Czy coś się stało rodzicom chłopca? A może to go zostawili? Czyżby jakieś sprawy wewnętrzne klanu? Czy on w ogóle był Uchiha? A może był szpiegiem? Wszyscy słyszeli o dzieciach żołnierzach, ale żeby aż tak młodych?! Nie. To było nie możliwe. Minato uważnie i dokładnie sprawdzał czy dziecko nie ma na sobie żadnego genjutsu, ale niczego nie znalazł. Oznaczało to, że dziecko jest naprawdę tylko tym, dzieckiem. Chłopiec wyglądał na około 2 lata, więc pranie mózgu odpada, dziecko nie jest jeszcze świadome tego co robi w takim wieku, nie zna świata. Więc to było wykluczone. Mimo tego, że nie powinno być świadome, dziecko było świadome! I to jak świadome! Niczym prawdziwy weteran wojenny! To było przerażające.
Minato może i mało wiedział o dzieciach, ale gdzieś słyszał, że wiek 2 lat jest idealny na pierwsze słowa, niektóre dzieci zaczynały gadać nawet wcześniej! Więc czy coś było nie tak z tym akurat przypadkiem? Czy coś mu się stało? Coś złego? Pytania przelatywały przez głowę Kage z prędkością światła i blondyn poczuł początki migreny.
Teraz natomiast Hokage i możliwy Uchiha urządzili sobie konkurs na to, kto pierwszy mrugnie, bądź odwróci wzrok. Minato poczuł, że jego oczy zaczynają piec i zbierają się w nich łzy, ale starał się nie mrugać. Chłopiec natomiast patrzył na niego spokojnie, niewzruszony. Uratowało go pukanie do drzwi i mruknięcie, które, jak nauczył się identyfikować, miało wiele różnych znaczeń w tej jednej rodzinie.
- Wejść. – Zawołał, wdzięcznie odwracając wzrok w stronę swojego gościa. Do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna o krótkich, ciemnych włosach, bladej cerze i czarnych oczach. Ubrany był w standardowy mundur jounina Ukrytego Liścia, ale z symbolem swojego klanu na tle ciemnej, czteroramiennej gwiazdy, przypominającej shuriken, odznaczającym go jako głowę Policji Konohy. Swoją hitai-ate nosił na czole.
Jounin rozejrzał się i zanotował nieobecność ANBU tylko unosząc brew. Każdy zawsze zazdrościł tego klanowi Uchiha. Nawet gdy nie robili wiele, wciąż wyglądali jakby mieli kompletną kontrolę nad sytuacją i doskonale wiedzieli o co chodzi. Jednak ci, którzy znali klan i ludzi, jak Minato, dobrze wiedzieli co oznacza jedna uniesiona brew, jedno przymknięte oko, a nawet lekkie drganie ręki, czy też palców. Minato znał Uchiha, bo taka była jego praca, Hokage powinien dobrze znać mieszkańców swojej wioski.
Pytanie w uniesionej brwi było dla Namikaze oczywiste, ale zignorował je.
- Minato. – Powiedział ponury mężczyzna i wbił wzrok w oczy swojego przywódcy, kompletnie ignorując papiery na biurku i dziecko siedzące na kolanach Żółtego Błysku.
- Ciebie też miło widzieć, Fugaku. – Powitał i, nie czekając na potwierdzające mruknięcie, odwrócił dziecko twarzą w stronę Uchihy, którego oczy rozszerzyły się na bardzo znajome rysy twarzy i kalkulacyjne oczy. Hokage postanowił od razu przejść do rzeczy – Czy ten chłopiec jest Uchiha? – Spytał po prostu. Głowa klanu patrzyła na niego przez chwilę, po czym prychnęła, odwracając głowę w inną stronę.
- Skąd niby mam to wiedzieć? – Zapytał – Myślisz, że robimy dzieciom naszego klanu jakieś tatuaże, żeby oznaczyć, że do nas należą? Nie jesteśmy Hyuuga. – Wypluł nazwisko z niesmakiem, te klany nie miały dla siebie wiele sympatii.
Blond mężczyzna potrząsnął głową i pokazał ręką, by Fugaku podszedł bliżej. Ten zrobił to powoli, przyglądając się chłopcu, który skupił swoją uwagę na przybyszu, nie mrugając. Fugaku musiał powstrzymać wzdrygnięcie się, nawet jego syn, Itachi, nie był aż tak dziwny. Był cichy, prawda, ale jak każde zdrowe dziecko śmiał się czasami, uśmiechał i płakał, jakkolwiek rzadko to było. Ten chłopiec miał cechy Uchihy, ale dorosłego i... Czy to było...?
- Menma? – Zapytał, kompletnie zbity z tropu, wpatrując się w żółte włosy swojego przywódcy gdzie leżał niewinny dodatek do ramen. Zmarszczył nos, a jego powoli formujące się zmarszczki uwydatniły się. Ramen było niezdrowe, a wszyscy, którzy znali Minato wiedzieli, że Namikaze i ta maniaczka ramen, Uzumaki, jedzą to aż za często. On natomiast, razem z Mikoto, jadł bardzo zdrowo, zwłaszcza dlatego, że Mikoto umiała gotować tak przepyszne jedzenie. Jak na przykład jej ostatnia tempura czy też okonomiyaki... Mmmm, przepyszne. Tak zajęty był rozmyślaniem nad potrawami i jego słodką żoną, Mikoto, że przegapił zaskoczone spojrzenie jakie rzucił mu Hokage.
- A więc go znasz? – Mruknął do siebie, myląc zamyślenie Fugaku nad potrawami za coś kompletnie innego, ulgę w znalezieniu członka rodziny – Świetnie! – Krzyknął, wyrywając Fugaku z transu. Kage wstał ze swojego fotela, wcisnął dziecko w ręce zaskoczonego bruneta i zaczął go wyganiać z gabinetu – Dalej, dalej! Jestem pewny, że rodzinka się o niego martwiła! Mały Menma jest też pewnie zmęczony i głodny! Tak w ogóle, jaki rodzic nazywa swoje dziecko składnikiem od ramen? Zawsze myślałem, że Uchiha są tylko na te wasze wstrętne i sztywne obiady z drogim żarciem, a taka niespodzianka! – Zaśmiał się – Nie wiem też, czy nie trzeba mu zmienić pieluchy czy coś. – Dodał konspiracyjnym szeptem, zerkając kątem oka na młodszego bruneta, który był tak samo zszokowany jak starszy. Fugaku szedł dalej, nie zwracając uwagi na blondyna i jak w transie patrząc przed siebie. Minato chciał iść razem z nimi i odprowadzić ich do dzielnicy klanu, ale pojawienie się w jego polu widzenia jego sekretarki, Kanamiyi Naomi, zatrzymało go w jego zamiarach. Zimny wzrok, jaki posyłała mu z drugiego końca korytarza miał też w tym jakiś udział.
- Hokage-sama, gdzie się pan wybiera? Nie ma pan czasami pracy do wykonania? – Zapytała chłodno, przesuwając swoje okulary trochę w dół, tak by móc spojrzeć na niego swoimi przenikliwymi, niebieskimi oczyma. Ciemne włosy spięte miała klamrą z tyłu głowy, dwa kosmyki zwisały z boków jej twarzy. Powoli zaczęła iść w jego stronę, w czasie gdy Namikaze chrząknął kilka razy by przeczyścić swoje nagle suche gardło. Przywdział na twarz uśmiech i odpowiedział jej spokojnie, choć pocące się ręce trochę go zdradziły:
- Widzisz, Naomi-san... – Zaczął powoli – Chciałem ich tylko odprowadzić do drzwi. – Westchnął ze smutkiem. Na ostre spojrzenie rzucone w jego spojrzenie pospiesznie wrócił do biura. Jego zrozpaczony wzrok spoczął na górach papierów i przez myśl przeszło mu, że mimo wojny z Iwa Gakure no Satou to chyba papierkowa robota była jego największym wrogiem.
Wielkie okno wyglądające na wioskę, przed chwilą zamknięte, otworzyło się lekko i Minato szybko wyskoczył z pomieszczenia, kucając na parapecie. Gdy już się cieszył, że uciekł bez hałasu i stłuczonych szyb, powiew wiatru sprawił, że okno zamknęło się z wielkim hukiem. Namikaze przeklął, cholerne przeciągi! Zawsze zdradzały kiedy zwiewał z biura! Chyba, że to jakiś użytkownik Fuutonu... W Konoha Gakure no Satou było ich bardzo mało, więc łatwo będzie go wyśledzić! W środku Minato zaczął rechotać jak jakiś czarny charakter z kreskówek, na zewnątrz jednak zachował maskę pogodnego przywódcy i biegnąc ulicą, witał się ze swoimi shinobi, powoli analizując plany tortur dla nieistniejącego użytkownika Fuutonu.
Drzwi otworzyły się i zamknęły i dało się słyszeć cichy głos zapowiadający powrót jednego z domowników tej posesji.
- Witaj w domu! – Odparła spokojnie, nie ruszając się – Fugaku? – Zawołała, przekręcając swoją głowę w stronę wyjścia z salonu. Mały Itachi w jej rękach już dawno zasnął, więc wzmocniła swój chwyt na nim i uśmiechnęła się gdy lekko poruszył ustami. Przeniosła swoją uwagę na przybyszu. Kroki jej męża zawsze były szybkie i ciche, ale teraz były powolne i głośne, prawie jak nie on. Już miała wstać i wyjrzeć na korytarz, by zobaczyć czy coś się stało, ale w miejscu zatrzymała ją figura jej męża. Wyglądał na zmęczonego, nawet bardziej niż zwykle i zmarszczki pod jego oczami były bardziej widoczne. Podszedł do niej powoli i dopiero gdy stanął przed nią zauważyła, że coś niósł. Na jej pytające spojrzenie Fugaku westchnął głęboko i podał jej chłopca, którego do tej pory miał na rękach.
- Mikoto. – Jej mąż wziął kilka głębokich wdechów i rozluźnił swoje ramiona – Minato znów mnie w coś wrobił. – Poskarżył się lekko dziecinnym głosem. Pozwalał sobie na to bardzo rzadko, był w końcu głową klanu Uchiha. Inuzuka mogli sobie pozwalać na coś takiego, ponieważ mogli się wytłumaczyć tym, że są niczym otwarte księgi dla lepszej współpracy z ich psami. Mikoto patrzyła na Fugaku przez dobrą chwilę, po której zachichotała cicho i przesunęła się lekko na bok, by mógł zająć miejsce obok niej na kanapie. Zrobił to i usadowił małego chłopca, w którego niańkę został wrobiony, na swoich kolanach, twarzą do niego i Mikoto.
- Jak ma na imię? – Zapytała po chwili, w tym czasie chłopiec nie mrugnął anie razu. Fugaku westchnął i przeczesał palcami swoje włosy.
- Nie mam pojęcia. Minato pytał się czy go znam i czy jest Uchiha, ale zanim miałem szansę odpowiedzieć wcisnął mi go w ręce i wyrzucił z biura. – Warknął do siebie– Krzyczał coś o małym Menmie i jak to trzeba mu zmienić pieluchę i wtedy... – Uciął, zdając sobie sprawę z tego, co zrobił w biurze, na głos wypowiadając dodatek do ramen. Gdyby nie był Uchiha już uderzałby głową w ścianę, ale zważywszy na dumę jego klanu jedyne co zrobił to westchnął po raz kolejny tego dnia, a jego oko powieka zaczęła drgać w tiku nerwowym – Menma. Nazywa się Menma. Jest naszym bratankiem. – Odparł cicho i owinął rękę wokół swojej kochanej Mikoto, wdychając jej kojący zapach. Świetna kobieta jaką była, Mikoto nie pytała o tytuł bratanka, nawet jeśli Fugaku był jedynakiem.
- Menma? Jaki rodzic nazywa swoje dziecko od ramen? – Zaśmiała się ciemnowłosa.
- Nie mam pojęcia. Chyba jakiś kretyn. – Może mu się tylko wydawało, ale kąciki ust Menmy lekko się uniosły, a w oczach zatańczyły diaboliczne iskierki.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W ten oto sposób zaczyna się nasza historia.
Miejmy nadzieję, że Menma przeżyje w rodzinie pełnej zimnych drani.
Itachi ma 2 lata, Menma będzie w tym samym wieku. Oznacza to, że Sasuke urodzi się dopiero za 5 lat.
Pozmieniałam trochę fakty, podobno Minato został Hokage niedługo przed trzydziestką, tutaj ma on 24 lata i piastuje stanowisko Kage od niedawna.
Kushina i Mikoto również mają 24 lata. Fugaku natomiast ma 29 lat.
świetny rozdział nie zniechęcaj się brakiem komentarzy bo początki zawsze takie są nie mniej opowiadanie świetne fabuła i ogólnie przedstawienie postaci bardzo pomysłowe mam nadzieje że niedługo ukarze się kontynuacja po za tym wiec że masz już jednego stałego czytelnika czyli mnie iiiiii nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału pozdrawiam i życzę dużo weny BAY BAY
OdpowiedzUsuńi jeszcze jedno bardzo pomocne by było gdybyś dodała zakłatke z obserwatorami w tedy gdy tylko dodałabyś rozdział dostałabym wiadomość ale to tylko taka mała sugestia pozdrawiam jeszcze raz BAY BAY
OdpowiedzUsuńdziś ten blog znalazłem i już mi się spodobał. Kiedy pojawi się następny rozdział? Bo widzę że już długo się na niego czeka.
OdpowiedzUsuńniesamowicie zaskakujący pomysł na opowiadanie :)
OdpowiedzUsuńpoza tym świetnie pisane.
kiedy można liczyć na kontynuację? :D